Tydzień na Łotwie
RYGA
Końcowym wydarzeniem pierwszego roku programu Socrates Grundtvig – Europe’s Women – At the Centre of Live (po polsku, bardziej poetycko – Europejskie Kobiety w Kwiecie Wieku) były - zorganizowane podczas spotkania na Łotwie - „Warsztaty przyszłości”. Nasza dziesięcioosobowa grupa przybyła do Rygi kilka dni wcześniej, dzięki czemu miałyśmy okazję poznać to piękne miasto i sporo dowiedzieć się o historii kraju.
Pierwsze wrażenie, przefiltrowane przez ogromne zmęczenie spowodowane nieprzespaną nocą, nie było zachęcające. Iela (ulica) Valdemāra, przy której znajdował się nasz hotel Tia, wydawała nam się nieprzyjaznym tunelem, a wysokie kamienice wprost nas przytłaczały. Popołudniowy, dość długi sen, zmienił nasz sposób widzenia rzeczywistości, która nagle nabrała wdzięku. Ryga jest trochę surowa i dostojna, wzniesiona z rozmachem, a jej przestrzeń urbanistyczna jest dobrze zakomponowana. Świadczy o poczuciu identyfikacji mieszkańców z miastem, tworzonym z troską o wygodę i piękno.
Miałyśmy przed sobą trzy dni na zwiedzanie, mogłyśmy sobie pozwolić na delektowanie się różnymi smakami stolicy Łotwy. Pierwszego wieczoru Ryga zawładnęła naszą wrażliwością artystyczną dzięki ciekawej architekturze wielu reprezentacyjnych gmachów, szczególnie zaś dzięki wspaniałym secesyjnym kamienicom przy Alberta iela czy Elizabetes iela. Projektantem wielu z nich był Michaił Einstein, dla którego art nouveau, czyli nowa sztuka, w Polsce zwana secesją, nie miała tajemnic. Art nouveau to idea odrodzenia sztuki dekoracyjnej poprzez przepojenie pięknem życia codziennego.
Długi jasny wieczór (o 22:00 wciąż było jasno i zorientowałyśmy się, że to efekt „białych nocy”, w Rydze też widoczny) pozwolił rozkoszować się dekoracyjnie ukształtowanymi fasadami. Biało – błękitny fronton najpiękniejszej chyba kamienicy zdobił, łączący dwa piętra, wystający wykusz, a uwagę przykuwały przede wszystkim rzeźby – groźna maska, paw i profile kobiet o posągowej urodzie. Nie sposób opisać wszystkich balkonów, okien zamkniętych łukiem, stworów baśniowych - chimer, smoków, sfinksów i wielu innych ornamentów, zdobiących kolejne domy, fotografowane przez nas w kompletnym zauroczeniu.
Nazajutrz spędziłyśmy dzień z Wiaczesławem Kapustą - przewodnikiem, który zaprowadził nas na stare miasto ryskie. Dzięki naszemu projektowi miałam szansę poznać historię Łotwy w sposób atrakcyjny, powiązany z „dotknięciem” zachowanych lub zrekonstruowanych historycznych obiektów. Rigas pils (zamek ryski) powstał w latach 1330-1353 jako siedziba zakonu w Inflantach. Wielokrotne modernizacje doprowadziły do prawie całkowitej zatraty jego pierwotnych gotyckich kształtów. Barwna opowieść Wiaczesława (Sławka, jak się przedstawił) o budowaniu, burzeniu, zmianach lokalizacji, zmianach właścicieli, odbudowywaniu i modernizacjach zamku, to historia Rygi w pigułce. Ogromna Pulvertornis (Baszta Prochowa), wzniesiona przed 1330 r. budowla z czerwonej cegły, to jedyny obiekt zachowany do dziś w oryginalnej postaci. Imponuje swoimi rozmiarami. Odnowione fragmenty murów miejskich są już jednak rekonstrukcją wykonaną, jak nam powiedział przewodnik, przez Pracownie Konserwacji Zabytków z Torunia. Zviedru varti (Brama Szwedzka) wykuta w ciągu kamieniczek pod koniec panowania szwedzkiego (1698 r.), przywołuje historię Rygi w XVII wieku. Mówią też o niej tablice wmurowane w fasadę jednego z budynków – usytuowana niżej poświęcona jest królowi Szwecji, Karolowi XI, a ta powyżej, z początku XVIII w. – carowi Piotrowi I. W centrum miasta znajduje się, zbudowany w 1935 roku, monumentalny Pomnik Wolności. Zdobiąca szczyt statuy kobieca postać w wyciągniętych dłoniach podnosi ku niebu trzy złote gwiazdy - symbol trzech historycznych prowincji Łotwy: Inflant, Kurlandii i Łatgalii.
Stare miasto w Rydze uległo znacznym zniszczeniom podczas II wojny światowej, po wojnie nie tylko nie nastąpiła jego odbudowa, ale – na fali nastrojów antyniemieckich (a zabudowa Rygi była w większości proweniencji niemieckiej) – postępowała degradacja zachowanej substancji. W roku 1948 zniszczeniu uległy np. pozostałości domu Stowarzyszenia Czarnogłowych. Budynek ten, wspomniany już w 1334 r. jako pierwsza siedziba Wielkiej Gildii, od XV w. zajmowali bogaci i nieżonaci ryscy kupcy. Decyzję o rekonstrukcji zespołu placu ratuszowego wraz z domem Stowarzyszenia Kupieckiego Czarnogłowych podjęto w 1988 roku. Budynek Bractwa odrestaurowany został (przepięknie) przez polskie Pracownie Konserwacji Zabytków. Na placu stoi replika siedmiometrowego pomnika Rolanda z 1404 r. - postaci często spotykanej w miastach hanzeatyckich, reprezentującej wolność i prawa rynku.
Oglądamy zabytki zachowane i zrekonstruowane. Chłoniemy klimat starówki (w 1997 r. zabytkowe centrum zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO), zwracając uwagę na ciekawą architekturę, piękne klomby, rzeźby. W wielu miejscach rozbrzmiewa muzyka. W pobliżu murów miejskich fotografujemy się z trzema ślicznymi Łotyszkami, grającymi na cytrach, na Placu Katedralnym ktoś gra na trąbce „Ciszę” i „Sommertime”. Przy bocznej uliczce Maza Pils podziwiamy zespół kamieniczek, zwanych Tris brali (Trzej Bracia) – gotycką, barokową i manierystyczną. Stojący tam muzycy, słysząc, że rozmawiamy po polsku, grają dla nas Mazurka Dąbrowskiego.
Niezmordowany Sławek raczy nas barwnymi anegdotami, jak ta o rzeźbie kota, umieszczonej na szczycie jednego z domów, którego właściciel, nieprzyjęty do gildii kupców, usytuował rzeźbę tyłem do budynku Wielkiej Gildii, zmuszając w ten sposób kupców do zmiany decyzji. Wąskimi, brukowanymi uliczkami przewodnik prowadzi nas do Maza gilde (Mała gildia) przy Amatu iela. Budynek, zbudowany w stylu angielskiego neogotyku, pochodzi z lat sześćdziesiątych XIX wieku. Dużą salę zdobią witraże z herbami poszczególnych cechów oraz portretami ich mistrzów, widoczki Rygi, Petersburga, Moskwy, Bremy, Lubeki, Hamburga i Rostoku. Sławek czyta nam motto umieszczone nad wejściem do jednej z sal: „Mów nie to, co podoba się ludziom, ale to, co przynosi pożytek wspólnocie”.
Sławek prowadzi nas w jeszcze jedno miejsce, do którego zazwyczaj nie docierają wycieczki. W niewielkim czworoboku zadbanych kamienic patrzymy na rzeźbę złotego rycerza. Przewodnik opowiada o zamożnym biznesmenie ryskim, który za własne pieniądze postanowił odtworzyć kilka pomników dawnej Rygi. Pierwszym był pomnik cara Piotra I, stojący kiedyś na nadbrzeżu Dźwiny (po łotewsku – Daugavy). Prezydent Łotwy – Vaira Viķe Freiberga – nie zgodziła się na historyczną lokalizację, chciała pomnik przekazać Rosji, na co nie zgodził się z kolei fundator i umieścił go na swoim podwórku. Drugi był posąg księcia Michaela Andreasa Barclay de Tolly, rosyjskiego marszałka polnego i ministra wojny w czasie wyprawy Napoleona na Moskwę w 1812 r. Widziałyśmy go poprzedniego dnia podczas spaceru po parku i bardzo nam się spodobał. W tej sprawie pani prezydent znów zabrała głos: „Garden gnomes, flamingos, any military commanders or anything else a private individual is a liberty to place them in his private garden or his own house.” Przytaczam tekst w wersji angielskiej, którą – obok łotewskiej - wyryto u podstawy rzeźby złotego rycerza, stojącej na prywatnym terenie biznesmena. A że prywatny teren znajduje się w sercu miasta i że każdy turysta może sobie przeczytać o poglądach szefa państwa na temat sztuki „słusznej” i „niesłusznej”, to zupełnie inna sprawa.
Ryga jest miejscem ładnej rzeźby plenerowej. Spacerując po mieście, a zwłaszcza po śródmiejskim parku, widziałyśmy np. urokliwą parę z pieskiem (upamiętniała urzędującego w początkach XX wieku burmistrza miasta i jego żonę), smukłego dandysa, źrebaczka, fontannę przed gmachem opery, dar Bremy dla Rygi – rzeźbę „Bremeńscy muzykanci”, a także pomniki pisarzy i artystów.
Kolejny dzień przeznaczyłyśmy na wizytę w Jurmali, nadmorskim kurorcie, z pięknymi, rozległymi i niezatłoczonymi plażami. Szczerze mówiąc, zazdroszczę Łotyszom tej ciszy, jakiej już nie można znaleźć na naszych nadbałtyckich plażach.
Wieczór tego dnia spędziłyśmy na pierwszym spotkaniu z naszymi partnerkami z Niemiec. Przyjechały do Rygi dzień wcześniej, chcąc zwiedzić miasto. Przyjechała też z Preili Elita Jermolajewa. Powitanie było ogromnie serdeczne, przez blisko rok trwania projektu zdążyłyśmy się ze sobą poznać i szczerze polubić. Poszła w ruch znajomość wszystkich możliwych języków, włączyłyśmy gestykulację i mimikę, a nasze tłumaczki – Kinga i Karolina rozpoczęły intensywną pracę, która trwała nieprzerwanie do momentu pożegnania na lotnisku w Berlinie.
Barbara Konarska